Niezwyciężony

„Niezwyciężony”, krążownik drugiej klasy, największa jednostka, jaką dysponowała baza w konstelacji Liry, szedł fotonowym ciągiem prze skrajny kwadrant gwiazdozbioru.

Oj, ojej! Jak ja to kocham! Tak właśnie powinna zaczynać się wspaniała, soczysta, fascynująca, niechby nawet troszkę, tak odrobinę kiczowata, space opera! Żeby tylko tak do końca, żeby się nie sp*********, żeby nie zaczęły się fiolo… przepraszam, fizolo…, och przepraszam, filozofowania ciężkie, mętne i szarobure, jak nieudany sos grzybowy. Na szczęście nie zaczęły się, na szczęście pozostało tak fajnie aż do końca.
Powieść „Niezwyciężony” Stanisława Lema to klasyczna space opera. Opowiada o wyprawie kosmolotu „Niezwyciężony” na nieprzebadaną planetę Regis, w celu ustalenia losu zaginionego krążownika „Kondor”. Na miejscu załoga „Niezwyciężonego” znajduje bliźniaczą jednostkę opuszczoną, z niesamowitym bałaganem na pokładzie i co najgorsze, z załogą która zginęła w niewyjaśniony sposób. „Kondor” otoczony jest porozrzucanymi chaotycznie elementami wyposażenia i poznaczony drobnymi śladami zadrapań, choć jego super odpornej powłoki podobno zadrapać nic nie jest w stanie. Wszystko to opisane jest solidnie – to najwłaściwsze według mnie określenie – poważnie i precyzyjnie, bez siania grozy na siłę, a mimo to aż dreszcze człowieka biorą przy czytaniu. Bohaterowie zdobywają i analizują informacje, dyskutują, wreszcie walczą. Opisy ekspedycji chronionych kordonem automatów bojowych, opis tytanicznego starcia Cyklopa z czarną chmurą, odparcie ataku na krążownik,  wszystkim tym można się wprost delektować.
Jest to wojna ludzi z powstałą wskutek samoistnej ewolucji maszyn populacją miniaturowych automatów, potrafiących organizować się w gigantyczne formacje czarnych chmur. W zamierzchłych czasach właściciele maszyn odwiedzili planetę i prawdopodobnie zginęli. Lecz osierocone maszyny miały zakodowane dążenie do przetrwania. W toku wymuszonych warunkami przemian mechanizmy przekształciły się tak, że zostały panami planety i częścią sił jej przyrody. Gdy ludzie zrozumieli to wszystko, podjęli decyzję by powrócić  do bazy, gdyż jako istoty myślące  potrafili uszanować  obcość, powściągnąć chęć zemsty za poległych i przerwać krąg zniszczenia. Bardzo to szlachetne. Ale dziwna myśl przyszła mi do głowy. A co by było, gdyby na planecie Regis badacze odkryli złoża bezcennych – a niechby nawet tylko dość cennych – surowców? Obawiam się, że…
Szczęśliwym dla automatów trafem, nie odkryto nic takiego. Wskutek tego „Niezwyciężony” pozostał niezwyciężony nie tylko w sensie militarnym, lecz również moralnym, gdyż  jego załoga reprezentująca na Regis ludzkość, potrafiła wznieść się ponad niskie instynkty walki, agresji i zemsty i nie podniosła ręki na obce, niepojęte istnienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *