Prowokacja

Książka Stanisława Lema pod tytułem „Prowokacja” zawiera recenzje z dwu nie istniejących książek: „Dziejów ludobójstwa” i „Jednej minuty ludzkości”.

Recenzja fikcyjnych „Dziejów ludobójstwa” jest pretekstem do przemyśleń głównie na temat mordu dokonanego na Żydach przez III Rzeszę (termin holokaust nie był jeszcze autorowi znany). Lem zajmuje się również  ewolucją ludobójstwa od starożytności po dzień dzisiejszy, zmianą jego motywów oraz otoczki ideologicznej – w starożytności zbędnej, dzisiaj koniecznej. Zauważa fakt, że dawniej ludobójstwo mogło być jawne, dzisiaj musi być możliwie najstaranniej ukryte.  Następnie rozważa naturę terroryzmu. Te dywagacje mocno zwietrzały, ponieważ gdy Lem pisał „Prowokacje” nie istniał terroryzm islamski. Autor omawia również usytuowanie śmierci w kulturze – w średniowieczu centralne, dzisiaj przeniesione na margines. Streścić całego tekstu niepodobna, by wyrobić sobie zdanie trzeba samemu przeczytać go i przemyśleć. Mnie, gdy bardzo dawno temu czytałem recenzję fikcyjnych „Dziejów ludobójstwa”, dało do myślenia uczynione przez Lema, marginalne dla całości wywodu stwierdzenie, że III Rzesza gdyby wygrała na wschodzie, to jej upadek byłby jeszcze boleśniejszy niż w rzeczywistości – Amerykanie spalili by ją bombami atomowymi. W szkole uczyli nas wdzięczności dla Armii Czerwonej, a tu coś takiego, lepiej by było dla Polski i świata, gdyby Armia Czerwona przegrała?

 Natomiast „Jedna minuta ludzkości” to książka przedstawiająca „to, co wszyscy ludzie naraz robią w ciągu jednej minuty”.  Z dwustu działów autor przedmowy wybrał ten poświęcony umieraniu, by zilustrować metodę według której napisano „Jedną minutę”. To charakterystyczny dla Lema chwyt, którego mam serdecznie dosyć. Często wybiera takie tematy, które najbardziej człowieka deprecjonują, deprymują, wpędzają w pesymizm. Śmierci nie powinno się ubierać w statystykę. Śmierć to sprawa indywidualna i śmiertelnie poważna. „Krajobraz utworzony z miliardów ludzkich ciał” świadczy o braku szacunku.  Po przeczytaniu tego tekstu nie miałem pojęcia, jak go skomentować, zacząłem więc szukać w Internecie recenzji, broń Boże nie po to by popełnić plagiat, tylko po to, by się zainspirować. Recenzji znalazłem niewiele – widocznie książka nie jest popularna. Wszystkie one są powierzchowne i pisane na klęczkach, w stylu „autor rozważa najgłębsze problemy ludzkości”.  Może i racja. Właściwie, nie mam do czego się przyczepić, choć tekst budzi we mnie sprzeciw. Prawie nie mam się do czego przyczepić. Prawie, bo jednak coś znalazłem, taką drobnostkę, ale zawsze. Najpierw Johnsonowie, autorzy  „Jednej minuty ludzkości” podają, że łączny minutowy ejakulat wynosi 45.000 litrów. Dalej zaś jest napisane, że minutowy strumień spermy to 43 tony, czyli 430.000 hektolitrów. No to jak, najpierw 45.000 litrów czyli 450 hektolitrów, a potem 430.000 hektolitrów?  Ha! Nieścisłość! Pomylili się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *