część XIX

-Skąd ta rozpacz? – spytał Świątecki.
XX zastanowiła się chwilkę i nie znalazła powodu aby szczerze nie opowiedzieć jak sprawy stoją. A raczej, jak sprawy leżą wykończone niby Eskimosi na Saharze. W tej sytuacji każda pomoc cenna. Mówiono o Świąteckim  że jest  inteligentny (co prawda, to Ada tak mówiła więc mogła przesadzać), że zakochany na zabój  w szefowej, więc może doradzi coś, jakoś zadziała, będzie tak czy inaczej pomocny? Opowiedziała mu, że Ada nic nie powie bo śpi pogrążona w śpiączce farmakologicznej, kość pamięci z tajnymi informacjami zaginęła, pewnie ukradł ją zamachowiec. Wskutek tego one nic nie wiedzą o organizowanym zamachu na Adolfa, o lokalizacji arsenałów, są jak te ślepe kocięta.
-Niech diabli porwą  przesadne tajemnice służbowe wskutek których nie wie lewica co czyni prawica – stwierdziła, potrząsając ramionami. – Potrzebna jest nam kość. Tak pragnę kości, jak suczka przez kwartał karmiona wyłącznie ryżem.
Mateusz roześmiał się mimo woli. Pytająco uniósł brwi.
-Kość? – spytał.
-Pamięć operacyjna, dysk zewnętrzny, pamięć RAM – wyjaśniła XX, nic Świąteckiemu nie wyjaśniając. –  Jednym słowem małe coś, w czym zapisano wiele informacji. Doszłyśmy do oczywistego skądinąd wniosku, że ta plugawa świnia która napadła Adelę, zrabowała to coś.
-Ja prawdopodobnie odkryłem kim jest ta plugawa świnia – stwierdzi Mateusz. Jak mógł się spodziewać, wywołał powszechne ożywienie.
-Naprawdę? – spytała XX. – To czemuś nam jeszcze tego nie powiedział?
-Powiem oczywiście, ale niestety nie jestem pewien, nie wszystko wiem. Zwłaszcza dwóch kwestii nie potrafię nijak wyjaśnić. Po pierwsze, może wy mi powiecie, czy, skoro z Herdegenami to lipa, Ada mogła mieć taki niewielki obraz Rembrandta?
-Jak najbardziej miała – potwierdziła XX. – To była część legendy o Herdegenach.
Mateusz skinął głową, widocznie potwierdziły się jego przypuszczenia.
-Ale mam jeszcze drugi problem którego nie potrafię rozgryźć i to mnie dręczy ponieważ zakłóca klarowność obrazu – powiedział, rozkładając ręce. – Nie wiem, kto zawiadomił policję o morderstwie. Nasuwa mi to podejrzenie, że działa tu jeszcze jakaś zakulisowa siła a to mogłoby zaburzyć cały łańcuch poszlak który ułożyłem.
-Ten i podobnej rangi problemy rozwiązujemy od ręki – roześmiała się XX. – Oczywiście zadziałała tu potężna a raczej gruba siła, mianowicie Jarczykowa. Przy takim lokalu jak ten na Długiej, musi być pobieżnie wtajemniczony godny zaufania stróż czy dozorczyni. Jarczykowa jest godna zaufania, dość skrupulatna, w ważnych sprawach dyskretna, prawie ideał chociaż ma tę irytującą wadę, że jest cholernie uparta. Kiedy przyjechałyśmy tamtej nocy na Długą do szefowej dlatego właśnie, że tamtej  nocy miał odbyć się  planowy przerzut, zastałyśmy otwartą bramę. Do podstawowych obowiązków dozorcy należy zamykanie bramy na noc. Zastukałam do Jarczykowej żeby ją opieprzyć, ale ona przysięgała, że bramę zamknęła. Nie uwierzyłam jej, teraz wiem, że to zamachowiec sobie bramę otworzył. Po niesłusznym opieprzu Jarczykowa zamiast iść spać stanęła sobie przy oknie i pewnie rozmyślała, jaka ja jestem wstrętna. Wtedy zobaczyła, jak z rynny niby zeskakuje, niby spada jakiś osobnik i kulejąc zwiewa w stronę Pędzichowa. Potem widziała jak znosimy z piętra obandażowaną Adę przywiązaną do noszy, w marnym świetle korytarza wyglądało to wprost upiornie, jak upychamy ją w samochodzie. Przytrzymała mnie za łokieć i powiedziała, że widziała jak uciekasz po rynnie. Przekonywałam ją, że my widziałyśmy tego osobnika z bliska i choć był zamaskowany, to różnił się od ciebie wzrostem i budową, ale jej nie przekonasz. Jak grochem o ścianę. Mówiła, że musi zawiadomić policję, bo taki ma obowiązek. O nas nie powie, ale zgłosi, ze coś się stało, bo przecież jeśli kilka dni wszyscy będą szukać panny Ady, to policja nareszcie wejdzie do mieszkania, zobaczy, że coś tam się działo i będzie miała pretensje do dozorczyni że nie wie, co się wyprawia w kamienicy. Wyrwałam się jej, powiedziałam, że pogadamy za godzinę. Po przerzucie wróciłyśmy. Szukałyśmy kości z danymi w mieszkaniu, potem przeskanowałyśmy dom od krokwi dachu po podłogi w piwnicach. Zaglądałyśmy do mieszkań przez balkony i schody przeciwpożarowe. Jarczykowa była od tego w dodatkowych nerwach. Czyściłyśmy mieszkanie Ady z różnych fantów, choćby z alarmu w oknie. Skończyłyśmy po dwunastej. Kazałam Jarczykowej na wszelki wypadek odczekać jeszcze dwie godziny potem jak chce to niech zgłasza, ale nie osobiście na policji bo wtedy się jej uczepią, tylko anonimowo, z poczty, przez telefon. I niech nie opowiada, że ty masz coś z tym wspólnego.
-Nie posłuchała – mruknął Mateusz. – Rozpowiada na mieście, żem zabił Adę.
-Prywatnie tak mówi nie do policji, a to już coś. Teraz nareszcie objawisz nam, kto twoim zdaniem jest tym draniem?
-Do rymu ci się powiedziało – zauważyła Gabriela. – Słuchamy – zwróciła się do Mateusza. – Kto jest tym dywersantem oraz śmieciem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *