część XIII

Raz czy dwa razy już spotkałam AB na Grzegórzeckiej kiedy wracałam ze szkoły, mówił mi wtedy, że załatwiał jakieś sprawy u Zieleniewskiego. Dlatego wcale się nie zdziwiłam, kiedy jego samochód zatrzymał się koło mnie przy krawężniku, tuż po tym, jak wyszłam na ulicę z za ogrodzenia wokół szkoły. Wysiadł i tak do mnie mówi, patrząc na mnie nad dachem samochodu:
-Cześć. Wsiadaj. Podwiozę cię gdzie ci pasuje, a może wstąpimy na kawę?
-Chętnie skorzystam – tak mu odpowiedziałam. – Podrzuć mnie w stronę domu, a co do kawy, to może innym razem.
-Może jednak dzisiaj, skoro już żeśmy się spotkali – nalegał. – Wiesz, mam ci coś do powiedzenia.
-Co? – zdziwiłam się.
-Tak na ulicy, to nie powiem – upierał się. – Wsiadaj, porozmawiamy w spokoju, tylko nie mów, że ci się spieszy.
Faktycznie, nigdzie mi się nie spieszyło. Mój narzeczony wyjechał na kilkudniową delegację o czym AB musiał wiedzieć gdyż razem pracowali, zakupy miałam porobione, MS nie chciała nigdzie ze mną iść ponieważ umówiła się z jakimś – podobno fascynującym – chłopcem, w rezultacie nie miałam nic innego do roboty, niż  czytanie książki. Pomyślałam, że z tego AB miły chłopak który chce mi coś ważnego powiedzieć, więc się zgodziłam. Ku memu zaskoczeniu AB zawrócił pod Halą Targową, dodał gazu, pędzi Grzegórzecką jakby poza miasto, skręca  w Fabryczną, mija Monopol, skręca w Mogilską i pędzi w stronę Czyżyn! Poważnie się zdziwiłam, potem zaniepokoiłam, pytam go o co chodzi, nareszcie zaczęłam wrzeszczeć, a on nic! Dopiero gdy wyjechaliśmy na szosę za fortem Pszorna, tak do mnie mówi:
-Pewnie wiesz, że świętej pamięci, o ile takie określenie pasuje do samobójcy, Adam J. to nasz powinowaty?
-Oczywiście – odpowiadam. – Dzięki temu załatwił u was posadę dla mego brata-kuzyna.
-Ale nie wiesz, że Adam J. zostawił list pożegnalny? – Widząc, że okropnie się zdziwiłam, tak mówi: – Włożył go do książki w bibliotece, widocznie mało poczytna ta książka bo dopiero niedawno ktoś ją wyjął z półki, wtedy wypadł z niej  ten list. Już cała rodzina o nim wie, krewni, powinowaci, przyjaciele rodziny, każdy pod pieczęcią wielkiej tajemnicy, więc i ja się wreszcie dowiedziałem.
-I co tam jest napisane? – spytałam, szczerze zainteresowana.
-Tam jest napisane… – zaczął cedzić przez zęby AB, dodając gazu choć i tak już pędził. – Tam jest napisane, że jesteś dziwką i masochistyczną nimfomanką, że perfidnie go uwiodłaś i skłoniłaś do występków dość szczegółowo opisanych, że nie może tego znieść i się zastrzeli.
Nic na to nie powiedziałam, nie mogłam, tak mnie zamurowało.
-Nic nie mówisz, więc się zgadzasz, co? – tryumfował AB uśmiechając się wariacko.
-Ty chamie, ty durniu! – rozwrzeszczałam się i zaczęłam go tłuc pięściami ale zaraz przestałam bo on nie zwalniał, a kiedy go walnęłam to niewiele zabrakło by wpadł na drzewo. – Na szczęście ma mnie kto bronić, powiem narzeczonemu to wyzwie cię na pojedynek i zastrzeli jak psa!
Mogło się tak zdarzyć ponieważ mój świetnie strzela, natomiast AB jest lekko zezowaty. Ale groźba nie podziałała, nie wystraszył się, tylko roześmiał szyderczo:
-Wątpię, żebyś się zdecydowała powiedzieć mu prawdę o tych figlach z nieszczęsnym Adamem J. O naszych dzisiejszych figlach też nie wiem, czy się zdecydujesz wszystko zdradzić…
-Co ty kombinujesz? – spytałam naprawdę przerażona. – Czego chcesz?
-Chcę prosić cię o rękę. W Czyżynach jest kościół, zmuszę księdza, żeby od ręki dał nam ślub. Zgadzasz się?
-Nie!
-W takim razie, zamierzam cię zgwałcić.
Znowu mnie zamurowało, więc dopiero po chwili odparłam, na pozór zupełnie spokojnie:
-Zapłacisz za to własnym życiem.
-Być może. Co z tego, dla mnie wszystko jest niczym, poza jednym: muszę cię mieć. Ale zanim cię wezmę, zostaniesz ukarana.
-Za co niby chcesz mnie karać, ty idioto?
-Za wszystko. Za całe zło, jakie wyrządzasz mężczyznom. Zobaczysz, powinno ci się spodobać, ponieważ jesteś rozwiązłą, masochistyczną dziwką.
Wtedy tak mu przyłożyłam w ryja, że stracił panowanie nad kierownicą i o mało nie zginęliśmy rozsmarowani na drzewie. To ostudziło moje bokserskie zapędy. Po chwili AB skręcił z szosy w polną drogę, która obok lasku i bagienka z oczkiem wodnym wspinała się na szczyt wzgórza. Stała tam opuszczona chata, otoczona wymarłymi ulami rozstawionym w zdziczałym sadzie. W koło ani żywego ducha, nic tylko pola no i ten las z bagienkiem. Musiało to być gdzieś w okolicach jego rodzinnego domu, dlatego znał ten zakątek. Mógł tu zrobić ze mną wszystko. Bałam się jak diabli. AB musiał spostrzec, jaka jestem przerażona, ponieważ rzekł:
-Nie trząś się tak, do paniki nie ma powodu. Nie zamierzam cię kaleczyć ani tym bardziej zabijać. Trochę seksu na pewno cię nie zabije, masz w tym wprawę, ty dziwko, no nie? Ledwo wyrosłaś z pieluch rżnęłaś się z tym durnym Adamem J,. potem z JM, z MS, diabli wiedzą z kim jeszcze po drodze, a ze mną to nie łaska? Co to, gorszy jestem? Właśnie, że jestem najlepszy o czym zaraz się przekonasz, zwłaszcza, że dzięki staremu durniowi J. już wiem, jak ci dogodzić.
Wysiadł z auta a ja odetchnęłam przez sekundę łudząc się nadzieją, że się wygadał, a teraz pójdzie sobie. Gdzie? Cholera go wie. Może utopić się w tym stawie albo powiesić na jabłoni. Ale nie, on otworzył drzwi z mojej strony i ciągnąc mnie za włosy i za rękaw wywlókł mnie z samochodu, wykręcił mi ręce i zaprowadził do tej chaty. Tam, no cóż, chociaż uciekałam i próbowałam się zasłaniać zmurszałym taboretem, sprał mnie paskiem od spodni. Kazał mi się rozebrać. Nie posłuchałam. Znowu mnie sprał próbując zmusić do posłuchu. Kazał mi się rozebrać. Nie posłuchałam. Zbił mnie jakimś kijem. Kazał… Nie wiem ile razy się to powtórzyło, ale za którymś razem, jęcząc z bólu i wstydu, rozebrałam się do naga, tak jak kazał. Wtedy z zawziętą miną przełożył mnie przez kolano. Byłam już całkiem złamana i nie stawiałam oporu. Wlepił mi ze sto klapsów gołą ręką. Potem mnie wziął na brudnym, skrzypiącym stole. Co się w ciągu tych okropnych scen działo w mojej psychice, tego sama nie jestem w stanie sobie odtworzyć i uświadomić, muszę to jakoś ogarnąć, przypomnieć sobie, przeanalizować i uwyraźnić tak, bym była w stanie to opisać. Na razie nie jestem w stanie. W każdym razie, powróciły wszystkie te dziwne dreszcze jakie czułam gdy mnie karał Adam J., były takie same, tylko sto, nie, raczej dwieście razy mocniejsze! W każdym razie, w pewnej chwili byłam gotowa lizać tego AB po nogach, gdyby akurat chciał. Ale kiedy znów spytał, czy wyjdę za niego, roześmiałam się szyderczo i odparłam stanowczo:
-Nie! Mogę się z tobą spotykać pod warunkiem, że narzeczony o niczym się nie dowie. Jeśli się dowie, wyjadę z Krakowa, właściwie nic mnie tu nie trzyma. Wyjadę i obaj mnie na zawsze stracicie.
-Chyba muszę się z tym pogodzić – rzekł AB. – Co nie zmienia faktu, że za sprzeciw należy ci się dodatkowa kara.
Próbowałam coś mówić, jakoś się bronić, ale on był naprawdę wściekły, silny i ubrany, a ja przestraszona, bezradna i naga. Nie było między nami żadnej proporcji w tej walce. Związał mnie jakiś sznurkiem znalezionym w kącie,  zakneblował, wstyd powiedzieć, moimi własnymi majtkami, zasłonił mi oczy chustką do nosa i krawatem. Przywiązał mnie do nogi od stołu i poszedł sobie. Słyszałam, jak skrzypi podłoga gdy idzie do wyjścia i słyszałam jak skrzypnęły zardzewiałe zawiasy drzwi. Przeraziłam się okropnie, że mnie porzucił i odjechał. Odetchnęłam z ulgą gdy zamiast odgłosu zapalanego silnika, znowu posłyszałam to skrzypienie, gdy wracał do izby. Coś robił przez jakiś czas, nie wiedziałam co. Wreszcie odsłonił mi oczy. Już wiedziałam, co robił: kilka witek wyciętych w sadzie, związał w zgrabną, gustowną rózgę. Sprał mnie nią ze szczególnym uwzględnieniem piersi. Potem mnie rozwiązał i wziął po raz drugi. Potem ubrałam się, wsiedliśmy do samochodu i jakby nigdy nic, wróciliśmy do Krakowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *