Wielki Bazar i złoto Brayana

Znany autor. Dwa opowiadania w jednym tomie. Pierwsze kiepskie, drugie dobre. Jaka ocena za całość? Sam nie wiem. Chyba trója z plusem.

Nie przeczytałem do końca całego demonicznego cyklu Petera V Bretta, pozostała mi lektura dwóch ksiąg Tronu z czaszek i tyluż ksiąg Otchłani (która ukazała się u nas dopiero w tym roku).  Choćbym więc nie wiem jak chciał, to nie mogę uczciwie zrecenzować demonicznego cyklu (nieuczciwie mółlbym, odnoszę wrażenie, że wielu tak właśnie recenzuje, nie przeczytawszy dzieła).

Ale mogę zrecenzować tom złożony z dwóch opowiadań wydanych pod nazwą   Wielki Bazar i Złoto Brayana, gdyż jest to dodatek usytuowany jakby obok głównego cyklu, stanowiący do pewnego stopnia osobne dziełko. Tom zawiera ścinki i okrawki, które się w głównym nurcie nie pomieściły. I to się czuje, niestety. Gdyby cykl przyrównać do pałacu, to  Wielki Bazar i Złoto Brayana jest przybudówką, szopą w której pałacowy ogrodnik trzyma grabie. No może przesadziłem, może nie aż szopą, raczej domkiem ogrodnika. Tom ratuje bowiem drugie opowiadanie. Pierwsze jest beznadziejne. Ale po kolei.

Wielki Bazar rozgrywa się w Krasji. Namówiony przez  Abbana, Arlen wyrusza po skarb. Bezpieczna jak sądził wyprawa szybko zamienia się w walkę na śmierć i życie z demonami, których bohater nigdy wcześniej nie spotkał.

Autor zawarł w opowiadaniu psychologiczne niuanse – Arlen dyskutuje w myślach ze swoim ojcem, strasznym patałachem i tchórzem który (to wiemy z głównego cyklu) nawet nie próbował ratować swojej żony. Szczypta psychologii ubogaca treść. Za to daję plus.

Dowiadujemy się jak Arlen zdobył mapę prowadzącą do Słońca Anocha. No i to jest nie fajne – według mnie, sposób w jaki ją zdobył jest naiwny – gdyby tak było, Krasjanie już dawno zorganizowaliby wyprawę do zaginionego miasta, które tak naprawdę zaginione nie jest, skoro zaznaczono je na mapie znanej w Krasji. Za to duży minus.

Po wtóre, sposób w jaki Abban załatwił swego konkurenta jest nieprawdopodobny. Nawet głupek zorientowałby się, że wielbłąd z kopytami obwiązanymi szmatą, użyty podczas przestępczej eskapady, znaleziony w czyjejś zagrodzie jest dowodem niewinności właściciela a nie jego winy – ktoś chce właściciela wrobić, rzucić na niego (nieudolnie) fałszywe oskarżenie. Gdyby bowiem właściciel był naprawdę winny, to pierwsza rzecz jaką by uczynił po dokonaniu przestępstwa i powrocie do domu, to odwinął szmaty z kopyt zwierzaka (szmaty miały zapewnić bezszmerowy chód wielbłąda podczas złodziejskiej wyprawy). Taki numer mógłby posłużyć władcy Krasji jako pretekst do zniszczenia niewinnego, choćby nawet pretekst. niewiarygodny, bo kto by się tam z tyranem sprzeczał (tak jak Hitlerowi posłużyła za pretekst prowokacja w Gliwicach). Lecz Abban  władcą nie jest. Choć sprytny i wpływowy, jest zaledwie pariasem z samego dna drabiny społecznej. Za tak naiwny pomysł daję minus.

Gołym okiem widać, że sprawa z omawianym utworkiem wygląda następująco: cykl odniósł sukces, więc wygrzebało się z szuflady i opublikowało wcześniej odrzucone słabsze teksty – wiadomo, i tak się sprzeda. Jest to złagodzona, znacznie bardziej przyzwoita i w sumie możliwa do zaakceptowania wersja tego, co dzieje się z twórczością Tolkiena – z nim to jest tragedia – publikują nawet jakieś luźne notatki zapisane na serwetkach (a kto wie, może nawet na papierze toaletowym).

Z kolei Złoto Brayana to opowiadanie o pierwszej samodzielnej misji Arlena jako posłańca. Bohater zmaga się nie tylko z demonami, lecz również z bandytami. Jest też wątek romansowy.  Według mnie, to drugie opowiadanie jest znacznie lepsze od pierwszego, w zasadzie nie ma się do czego przyczepić (a ja tak to lubię!). Nie olśniewa, nie powala, ale znacznie lepiej trzyma się wysokiego poziomu całej twórczości Bretta. Na ogół Brett potrafi dostarczyć wszystkiego, czego oczekuje czytelnik po dobrej powieści fantasy – kompletny i nie sprzeczny wewnętrznie świat, wystarczająco dziwny byśmy się nim ekscytowali i wystarczająco mało dziwny byśmy mogli się z nim identyfikować. Niezwykłości, straszliwe zagrożenia, dobrze wykreowani bohaterowie. Do tego miłość, oczywiście trudna. Wszystko to zgrabnie połączone w spójną całość.

Na ogół Brett tego dostarcza, tym razem dostarczył połowicznie.