Powrót Królów

Autor: Grzegorz Gajek, książka wydana przez Instytut Wydawniczy ERICA w 2017 roku.

Książkę dostałem w prezencie od dobrych koleżanek i kolegów, na stronie tytułowej są ich podpisy (jeden z serduszkiem), więc kiedy ją otwieram, to się rozrzewniam. Ale do rzeczy, recenzja nie ma być rzewna, tylko zwięzła, rzetelna i fachowa.

Najpierw, następujące bardzo ważne ustalenie: nie jest to książka historyczna, nie jest to również tak do końca powieść fantasy. Jest to coś pośredniego i pod tym względem podobnego do cyklu „Troja” Davida Gemella, oczywiście z zachowaniem proporcji. „Troja” to znacznie potężniejsze dzieło.

Tytuł „Powrót królów” jest nieco mylący, królowie już dawno wrócili,  minęło dwadzieścia lat od upadku Troi i tryumfalnego powrotu achajskich władców do domu. Czyli, jest to koniec XII wieku przed Chrystusem. Schyłek kultury mykeńskiej która lada chwila upadnie zniszczona przez Dorów  – też Greków, ale zacofanych, których zwycięstwo oznacza początek ciemnych wieków. Historia dawnych mykeńskich królów i wojowników w trakcie ciemnych wieków przekształciła się w mity o herosach i tak funkcjonowała w klasycznej cywilizacji greckiej, następującej po ciemnych wiekach. Chociaż w mitach występowali bogowie i rozmaite cuda się działy, klasyczni Grecy nie wątpili, że Wojna Trojańska to fakt historyczny, a w Mykenach mieszkali niegdyś wielcy królowie, choć w czasach klasycznych Mykeny były małą mieściną. Dopiero potem przemądrzali naukowcy uznali mity za bajędy, a Wojnę Trojańską za wymysł poety Homera. Kiedy Schliemann jechał odkopać Troję, to poradzono mu, by kupił sobie Pegaza. Ale on się nie zraził, Odkrył Troję i Mykeny i w ten sposób przeciągnął kawał historii ze sfery mitów do rzeczywistości.

W tym właśnie fascynującym dla niektórych, a dla innych na pewno ciekawym okresie schyłku Myken, rozgrywa się akcja „Powrotu królów”.  Za chwilę przeminą dotychczasowe porządki, Dorowie uważający się za spadkobierców Heraklesa już atakują, ale ludzie z krwi i kości przemienieni potem w pamięci potomnych w  herosów, nie wiedzą, że właśnie upada wielka cywilizacja. Zajmują się swoimi (przeważnie ciemnymi i nieetycznymi) sprawami. Głównymi bohaterami powieści są: Orestes, Odyseusz i Ifigenia, a na drugim planie Telemach, Penelopa, Helena Trojańska, Menelaos, Kirke i wielu innych facetów oraz lasek, znanych z mitologii.
Wziąwszy pod uwagę to wszystko co przedstawiłem, sprawa wyglada następująco:
1. Wydarzenia historyczne z końca  epoki brązu, greccy aojdowie, wieszcze i poeci, przerobili na mity.
2. Odkrycie Troi i cywilizacji mykeńskiej przerobiło mity w historię.
3. Grzegorz Gajek dodając wątki fantastyczne (czarodziejkę, zmartwychwstałych Achillesa i Odyseusza i inne) przerobił historię w mit.
Po tylu przeróbkach Agamemnon gdyby zmartwychwstał i przeczytał co o nim napisano w „Powrocie królów”, z pewnością ponownie umarłby ze śmiechu. Albo podałby autora do sądu o zniesławienie, bo w powieści jest wstrętną kreaturą. Taką zresztą pewnie był, skoro chciał zarżnąć swoją córeczkę Ifigenię po to, aby wiatr się zmienił. W micie zginął zarąbany w wannie siekierą przez kochanka swej żony Klitajmestry, w powieści będąc w stanie upojenia alkocholowego zinął stratowany praez dziką świnię. W micie Orestes zabił matkę na zasadzie nie chcę ale muszę w zemście za ojca, potem ścigany przez Erynie zwariował i popełnił samobójstwo. W powieści zadźgał matkę po prostu dla korzyści choć wiedział, że ona ojca nie zabiła. Jednym słowem autor zrobił z Orestesa taką świnię, że każdy normalny facet ma ochotę przypieprzyć mu kilka razy w ryj, a następnie zastrzelić. Trudno, na to nie ma rady, jest to zgodne z obowiązującą modą odbrązawiania i miniaturyzacji wszelkich bohaterów. Ale, pomijając powyższe marudzenia, książkę fajnie się czyta, akcja wciąga, kapitalne są opisy bitew. Jasno, barwnie i krwawo opisano ich przebieg. W rzeczywistości, jak się zdaje, aż tak krwawe to one nie były. Falangi ustawiano w wiele szeregów, walczyły najwyżej trzy pierwsze, pozostałe nie sięgały wroga, mogły tylko napierać na tej zasadzie co przy wsiadaniu do autobusu w godzinach szczytu. Kto miał więcej wojska ten miał więcej szeregów, więcej facetów napierało i w ten sposób przełamywano szyk wroga, a nie na zasadzie totalnej wyżynki. Do zalet ksiązki zaliczam również wyraziste opisy bohaterów. Niekoniecznie musi się ich popierać, ale rozumie się ich motywy. Brakowało mi natomiast sugestywnych opisów miejsc. Ja w Mykenach nie byłem (może będę w tym roku), ale mówiono mi, że jest to miejsce robiące wrażenie, że Grecy najwyraźniej mieli talent w wyborze takich miejsc, bo podobny, niemal mistyczny dreszcz czuje się w Delfach i Olimpii. W książce nie ma śladu tego klimatu, równie dobrze mógłby to być Grójec albo Nowy Targ. Ale jest dobrze oddany klimat narastającego zagrożenia. Achajowie coraz bardziej potrzebują swych bohaterów, lecz oni już nie są zdolni do akcji.

Razem wziąwszy wszystkie za i przeciw, książkę  polecam. Albowiem przeczytałem ją z zaciekawianiem od deski do deski a przecież często się zdarza, że po przebrnięciu przez kilkanaście stron jakiegoś koślawego „dzieła”, nie mam ochoty brnąć w to dalej. I jeszcze jedna uwaga. Akcja nie jest zamknięta. Autor zapewne planuje drugą część. Ciekawe, jak wypadnie.